| blagierblog |
| ::księga
gości:: 2012 styczeń 2010 lipiec czerwiec 2009 grudzień październik sierpień luty 2008 październik wrzesień lipiec maj marzec 2007 listopad październik wrzesień sierpień lipiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik sierpień czerwiec kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień lipiec czerwiec kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad październik sierpień lipiec
|
Blagier żyje
Żyje....żyje mną życie, życie mnie używa i pyta "żyć albo nie żyć"...co za życie...
blagier 2012-01-09 21:51:10skomentuj (0) Kłucie
Dzisiaj mocno kłuje mnie własne bycie gejem. W wieku 27 lat chciałbym po raz pierwszy ewidentnie zareklamować sposób własnego ukształtowania. Bezosobowo, bez samooskarżania się ludzi o ten stan.Aby ten Pra-Twór, Źródło, Bóg, Każde Inne Odpowiedzialne, wysłało mi jakąś rekompensatę w postaci uświadomienia, że kryje się w tym jakaś celowość bądź perwersyjna losowość, bądź planowość, której mój umysł i tak nie zgłebi. Chcę tego uświadomienia chociaż w stopniu połowicznym. Czuje się samotny ze swoim mężczyzną. Nie winie go za to, siebie też nie. Myślę, że w takiej relacji pewien poziom porozumienia jest dla mnie nieosiągalny, pewien poziom otwarcia na drugą osobę i ulokowania jej w swoim umyśle, wkomponowania w życie. Odrywam się tutaj od całej cielesności. Z kobietami taki błogostan, pewność, mentalne zespolenie udało mi się odczuć i jego efekty: energię, psychiczne przesterowanie na radość, transfuzję wizji świetlanej przyszłości. Taką pewność, niezwykle cenną i nie do zduplikowania, daje mi moja mama. Zauważyłem, że w relacjach poszukuje takiej kompatybilności umysłowej jaką dzielę z nią, tej najwyższej klasy czułości, życiowej mądrości, ezystencjonalnego powabu, cudowności bycia koło kogoś kto uosabia Doskonałość. Ktoś moje podejście skwitował: Stary Ty masz kompleks Edypa. Jeśli świadczy o tym, że szukam jej cech osobniczych w innych, to może tak. U kobiet czasem znajduje, u mężczyzn nie. Znaleźć żonę, mieć dzieci - awykonalność tego, rzuca długi cień na to jak postrzegam nieodległą przyszłość. Właściwie to jej nie postrzegam w żaden sposób, to jazda w chaotycznym diabelskim młynie. Mniej więcej wiem, kiedy chciałbym z niego wypaść.
blagier 2010-07-14 00:56:59skomentuj (2) ...
Zbitka ostatnich wydarzeń kończy się diagnozą nerwicy i metaplazji. Zbitka jeszcze świeższych wydarzeń powoduje, że panicznie się boję o przyszłość, o najważniejszą osobę w moim życiu, płaczę nałogowo i tonę w samotności. Ta nie bajka mnie miażdży...
blagier 2010-06-22 20:26:56skomentuj (1) zamówienie
podkuty ołowianym wersetem,
idę się aleją jednoustnych niedomówić w towarzystwie, otruć ornamentem słowa, pogrzebać w niełasce składnego zamówienia samego siebie. skomentuj (2) Tori
Jutro w Kongresowej w drugim rzędzie Tori Amos oglądać będę. W środę będą z rzędu oglądać mnie...obrony czas nastanie.
blagier 2009-10-09 23:11:38skomentuj (1) bzik
Nocą
przychodzą ze sprytnym chwytem na zamek samochodowy
albo domowy sprawcy czynów małej szkodliwości. Sąsiadowi sąsiada radio, sąsiadowi
z przeciwka drugie radio, trochę dalszym trochę trzasków w domu do przypadkowego
przebudzenia. Przez to ostatnio znowu w
trybie nocnym na podejrzane szmery zrywam się i w pierwszej kolejności ląduje
na balkonie sprawdzając część południową posesji, na drugim północną i po
wychyleniu się wschodnią i zachodnią. Jednego pięć lat temu namierzyłem .Wgramolił
się przez małe okno lądując w piwnicy. Przypadkowo
odkręcony w akcji kran puścił wodę
strumieniem, który u mnie w pokoju brzmiał jak smażenie w głębokim oleju. Teraz wyrwało mnie ze snu trzaśnięcie chyba
metaliczne. Śmieszny jestem taki „rozespano-przerażono-waleczny” niby serce mi wali, przeliczam półprzytomnie, kogo silnego z domowników mam po swojej
stronie i finalnie zawsze stawiam tą bosą stopę na kaflach balkonowych. Tada! Przybyłem.
Dzisiaj przyczaiłem własnego psa. Wszędobylski sierściuch wykorzystał
niedomkniętą bramkę na nocne wojaże. Stopę czarną muszę umyć i trochę jeszcze z
zapalonym światłem poczekać.
Z racji bycia w siedmioletnim związku z przejściami czasem mam wrażenie, że ten staż pozwala mi i jemu coraz częściej, bezkarnie i bez obaw, mówić „NIE” w sprawach ważnych. Ja mu odmawiam, on mi. Jakby prośby były z lotu ptaka i w ogólnym rozrachunku gówno znaczyły. skomentuj (2) RYSY Pociąg przywiózł nas z Zakopanego w upalny Wrocław. Opuszczam Tatry znowu i mam niedosyt, obawę i pęcherze. Nie byłem na Rysach – znowu i nigdy. Mama ma z roku na rok lepszą kondycję. Kompanem na góry pozostaje najlepszym. Tu też są góry i niepogoda. Pociąg wywiózł nas nad morze – wcześniej, wolniej i z osobna. Ale innych nas. Przywiózł zresztą też. Przyjemny piasek pod stopami poprowadził zbyt daleko. Gdyby był w oczach można by się przez przypadek utopić. Jedno głupstwo większe od drugiego o zróżnicowanej „przyjemności”. Jakie rysy są każdy widzi. Mój urok osobisty to ponoć ADHD :-) skomentuj (3) ...
W ramach przeglądania starych zdjęć znajduje to, na które znowu najchętniej bym wskoczył - zdjęcie tajemne przejście.Dublin - okres gorzko-magiczno-niemożliwy, stawania się a nie bycia.... skomentuj (4) Siedzenie w obrazach
Siedzenie w obrazach odbiera mi zdolność werbalizacji myśli nawet najprostszych. Powroty na drogę jakiejś przyzwoitej komunikacji z człowiekiem są dla mnie powtórką z raczkowania. Często nie czuję słów, ich wagi, nie potrafię zrozumieć, że coś tak tępego i obłego potrafi zranić albo poruszyć w jakiś sposób. Jestem samotnikiem to wiem, najlepiej samemu ze sobą w domu, mam wtedy wyważone proporcje, umiem przewidzieć reakcje wywołane przez własne akcje. Dla otoczenie jestem wówczas przezroczysty jak powietrze. Mało mówię. Otoczenie mnie przeraża, bo zawsze potrafi wypełnić luki w czasie w sposób zaciekawiający nawet mnie. Ja oferuje milczenie albo nerwowy splot słów,niekonsekwencję. Każdorazowo kiedy zdaję sobie z tego sprawę czuję najczystszą samotność.Bez domieszek smutku, naturalną jak cykl dobowy. Zastanawiam się w ilu procentach trzeba żyć nie dla siebie. Mam napady kiedy szukam nerwowo potwierdzeń siebie w innych, bardzo chaotycznie, przerażony, że bez tej aprobaty nie będę wart cokolwiek dla samego siebie. Dzisiaj jest mi z tego powodu źle. Szybkie tempo i konieczność robienia czegoś na czas...lubię te zbawcze środki.
blagier 2009-02-05 02:13:51Stroiciela Trzęśień Ziemi braci Quay obejrzałem dziś po raz czwarty.... skomentuj (3) Koza ma rację Długoletnie związki to niemożliwość i niezdolność do bycia szczerym.....bije Kozie brawo za postawę ..... Chyba trzeba wrzucić na luz i pozwolić na wszystko.......:-( skomentuj (2) NFS Panda v.2.0
Łukiem oblewam pierwszy egzamin, drugi oblewam sygnalizatorem....prawo jazdy zaczęte sześć lat temu idzie mi równie źle teraz. Trzecie podejście może polegać na manewrowaniu cielskiem Pandy na szklanej tafli lodu.....Obroniony Pan T ma bardzo trafną teorię na temat mojej orientacji. Z racji bycia moim przyjacielem nie czuje się skrępowany do dzielenia się z nią ze swoją żoną, ludźmi z roku. Spirala ze słów "Nie, nie jestem" wydłuża się i pozornie przesuwa podejrzliwe myśli w kilku głowach w głąb. Ale tylko w piątkową noc, w sobotnią jest ona , która wie...Melanż urodzinowy pokazuje, że wódka w dużych ilościach przy stężonym smutku to zwykła woda, a ramię przyjaciela to jedyna rozsądna przystań przynosząca ukojenie. Ale gdzieś do północy - po tej godzinie następuje przemienienie wody w diabelski eliksir. Klub zlizuje krople potu, przydusza i chłonie w szczeliny dym z ust. "Czy to Rufus czy sobowtór ?" . Ja -"Ma inne ręce", ona -"Ma inne oczy"...wie lepiej bo może im się przyjrzeć z bardzo bliska.....Blisko nie będzie jak wyjedzie...Studia na ASP to kotwica tutaj ostatecznie wbita w środę o dziesiątej rano...Może zły wybór, ale mam wrażenie , że pierwszy prawdziwy, mój osobisty.....Będę Wieczny Studentem, Wiecznie Zakochanym...To chyba nie tak źle....
blagier 2008-09-30 01:19:41Sukcesywnie powiększam kolekcję płyt winylowych i czekam z nadzieją na ukazanie się nowej -Thievery Corporation- na czarnych krążkach... skomentuj (2) Co się śmieszysz?
Mała rozwala mnie non stop swoim polskim:
blagier 2008-07-25 00:28:39-"Co się śmieszysz, ja przecież czułałam, że coś śmierdzi". Jutro o 13 pierwsza lekcja rysunku....facet mocno zdziwiony, że jak na razie bez żadnych prac. W Zakopanym powódź, więc chyba nici z wyjazdu, zresztą chęci pod znakiem zapytania. Nowy , koncertowy Massive Attack w uszach....... Era Nowe Horyzonty jak na razie w gazecie.... skomentuj (2) Na czerwono
Ona i on - piękni. On na głowie ma mnóstwo kędziorów, gdzieś tam prześwitują pasma prostych włosów. Jak patrzy to ze smutkiem dziecka, któremu zgubił się smoczek. Ale te oczy już zaczynają się smiać. Ona blada, uwieszona na nim, boi się tego kłucia. Wokół zgromadzenie starców - jazgot, świergot, dreptanie, niezadowolenie poczęte na grubości igły i przenoszone długością kolejki. Jestem tam i ja. Siedzę i wlepiam pod róźnym kątem oczy w nich, chciałbym ich poznać, jej pobrać krew, z nim w międzyczasie zapalić papierosa, pojechać wspólnie na wakacje z okazji dobrej ilości białych krwinek. On lawiruje, biega starcom po wyniki , odczytuje, wraca. Ona za którymś przyniesionym papierem mówi do starszej kobiety: "Widzi Pani bo to dobry chłopak"...Ja widzę, ale co tam po mnie. I nagle znikają. Wtedy wszystko się rozpierdziela, starszyzna zaczyna równomiernie lamentować, że chyba się nie doczekają rozpiski o stanie krwi. Siostra kobiety ze spódnića z czerwoną plamą pakuje się przed nas do kolejki i wchodzi z drzwiami do lekarza krzycząc: "Granda". Odprowadzam ich na przystanek, choć nie wiem czy nie pojechali rowerami wzdłuż wału."Hej to gdzie jedziemy? Nad morze?" ...
blagier 2008-07-18 00:40:1521 lipca wybieram się na Matthew Herberta.... W sierpniu będę uświadamiał Misiaka, że Tatry to ważna rzecz w życiu człowieka nizinnego. Oby wypaliło z mojej i jego strony....chociaż na Giewont. Tańsza kobieta z rysunku wydaje się na głos w telefonie jakaś przystępniejsza. Ta druga po wrocławskiej i krakowskiej ASP w momencie odebrania komórki musiała być po przedawkowaniu wąchania budaprenu. Praca magisterska.....ehhh jak ojciec taki mądry to niech ją napisze... Pustka doskonała, kalendarz uzdrowiciel, pratchettowska krawędź....Bardzo mi brakuje siebie jakiego się znałem... skomentuj (0) ... Zostałem przyjęty na ASP pomimo, że moja wielka teka była małym pendrivem. Ale chyba na malarstwo i rysunek to gotowce będę zmuszony podrzucać... Teraz muszę się tu obronić, żeby tam być studentem bez bagażu. A z tym już gorzej....zapowiadał się lipiec, w planach wrzesień, a po wrześniu można przecież luty...BASTA. Wczoraj na jednym z blogów znalazłem zdjęcia ze ślubu, odnośniki do filmów...a tam projekcja czułostek między nim a nim. I postanowiłem, że mój chłopak też kiedyś stanie obok mnie wystrojony w garnitur, a obrączki po ceremoni znajdą się na właściwym miejscu.... Jestem zakupoholikiem ponoć...Dla mnie wyprzedaże to epidemia, która wybija do zera ostatnie grosze...czasami tak bezmyślnie.... Kuchnia moją oazą...Nasz dom jest mały, kiedy pojawiają się goście-rodzina na kilka tygodniu upakowanie sięga zenitu. Przelewam się wtedy z pokoju do pokoju... Oglądałem: Dandelion i Bella i chory film Cronenberga o Instytucie Skóry. skomentuj (1) Co jest doktorku?
Kiedy nic się nie trzęsie to ten cholerny spokój wymazuje kontury, litery, myśli, spija je skurczysyn przez rurkę. I wtedy chce się choćby wsadzić palec w mrowisko i coś zburzyć, poczuć........Na dysku filmy, na pólce książki, znajomi na wyciągnięcie ręki, chłopak blisko-daleko, a ja do wszystkiego na raz podchodzę pół kroku do przodu jeden w tył...Biorę , nie biorę....A przecież są takie miejsca , które drapią moją głowę swoim pazurem i wtedy ona zaczyna myśleć trochę niespokojnie. Tak jak lubiłem , tęsknie za tym......Przejrzałość emocjonalna? Menopauza intelektualna? Skostniałość ,ocipiałość?
blagier 2008-07-06 23:22:46- Co mi jest doktorku? skomentuj (0) 01:52 Nie ma już Maxi, zostaliśmy domem "bezkotnym". Pani Kot stała 17 lat na mysiej straży i rozkochała mnie w sobie swoim pomrukiem na wyciągnięcie ręki. Niedługo dwadzieścia pięć lat trzepnie mnie w łeb i upadnie moja teoria o "starszych ludziach". Dziwne na pisanie to nigdy czasu znaleźć nie mogę, ale na "Czas , który pozostał" to zawsze...a to pewnie przez platoniczną miłość do Romaina. W pewnym konkursie, po tygdoniowym jeans-szale, zadecydowali, że mój tyłek przyozdobią pewne spodnie. A może być więcej...Z wrodzonego chaotyzmu to zgubiony dowód wpłaty i zablokowanie konto na cztery spusty ....szlag by to....choć przymusza mnie to do oszczędzania ... Czerpie frajdę z robienia zakupów, mniejszą z oddawania po krytyce.... skomentuj (2) czym skorupka...
Spędzam je właściwie z jednym uchem przylepionym do poduszki. Strzelam do siebie z filiżanek kawy. Bo chcę żeby coś wymyślił, coś opracował, udowodnił....Kolejny dzień, który mną pochodził odstawia mnie do łóżka...Co było pierwsze: przymuszenie czy chcenie? skomentuj (0) dwa tysiące dziesięć minus dwa Jak ten czas pozbawiony jest iskry...Siedzieć i słuchać i nie słyszeć...Nie słyszeć i siedzieć i słuchać... Nie umiem nic poradzić na to, że kot uwielbia schody ... I po co doszukiwać się w tym złośliości... Ta prawdziwa dorosłość węszy po moich rewirach ... Co zrobić z tornistrem i kredkami?? skomentuj (1) ... Wplątanym w moje włosy Od tamtej wiosny do ostatniej jesieni… skomentuj (0) Owłosione zwierzaki
„Pan Fantastyczny ma elastyczne ramiona,które może rozciągnąć na długość 200, 300 mil. Był więziony przez siedem dni w jaskini bez wody i bez światła. Ósmego dnia zdołał wypchnąć kamień i wydostać się z pułapki. Zobaczył światło. Słońce wschodziło nad górami, niebo wypełniało się żółtym światłem. Na chwilę, zanim dopadł go jego prześladowca straszny doktor Doom, stanął w bezruchu i wsłuchał się w swój oddech.Poczuł,że świat jest ogromny, a on taki mały. Odwrócił się do słońca i bardzo cicho,by go nikt nie słyszał szepnął:
blagier 2007-10-02 02:11:27- OLŚNIEWANICZNIE „ Porzucam Dublin. „Powrócam” Wrocław. Będzie olśniewanicznie? skomentuj (2) Robin of Tramway
Dublin Culture Night.......Wracam z pracy do drugiej pracy- do Tramway ,wchodzę na dziedziniec a tam walne zgromadzenie studentów Erazmusa. Rozpoznaję twarze ludzi ,z którymi podpisywałem umowy...Pojawia się i Paula...powinienem ją całować po rękach za załatwienie mi tej roboty. Jesteśmy teamem,powinniśmy być...A to tak naprawdę wiedźma podła, knuje, beszta bezczelnie po polsku przyjezdnych, przylepia etykiety pedał, dziwka...A na moje pytania i co z moja wypłatą odpowiada zawsze debilnie "Co Wituś nie ufasz mi??"....A ja wtedy biegnę do pokoju , chwytam teczkę ze stosem swoich umów i mówię do ścian "Nie oddam", a później chwytam Super Klucz do wszystkich apartamentów i knuje plan o ich powieleniu i rozdaniu bezdomnym. Ale to wszystko tak na wszelki wypadek...A Ci z walnego zgromadzenia proponują mi żebym z nimi jechał. Waham się i obiecuje dołączyć. Nie precyzuje,zostawiam otwartą furtkę jak zawsze....Chwilę później jestem w centrum ....sam w tej mnogości i błogo się czuje. Gubię się w uliczkach, pętle się i powtarzam te same skręty. W kościele zwiedzam krypty i pozwalam się tropić sympatycznej parze gejów ślącej mi uśmiechy z nawy bocznej...W city hall w tłumie naśladuje ruchy głowy wiedzione przez Głos historii... Na Temple Bar zwiedzam każdą mała galeryjke sztuki i spędzam ponad godzinę na projekcji filmów krótkometrażowych...Kościotrupy fajnie tańczą...Później mijam węża z porannych wybrańców czekających pod HMV na podpisanie scenariusza przez samego mistrza Quentina Tarantino....A kiedy mam już dość szwendania się w pojedynkę dzwonie do Jean-Baptista by w kościelnym pubie pić piwo w towarzystwie dwudziestu osób. Hiszpan pokazuje bolącą nogę.........Jean-Baptiste sprytnie skręca mi fajkę za fajką i pięknie się uśmiecha...Jestem noworodkiem.. A późno w nocy rozpakowuje swój prezent, który ofiarowałem sobie za sprawność językową i szczerość......dwie sezony serialu "Robin of Sherwood" z lat osiemdziesiątych,majstersztyk w oprawie muzycznej Clannad. I z pierwszym ujęciem dzieje się próba czasu fascynacji filmowej tą legendą z czasów dzieciństwa...I rozczulam się tak samo jak dziesięciolatek.....Działa.....Mam serce.
blagier 2007-09-16 01:26:31A Wrocław się o siebie nie dopomina i wiem,że to ja muszę.....zawsze ja........ ![]() skomentuj (0) Zadyma
Słyszę pod oknem jak pytają ludzi wychodzących z mojej klatki o mnie. Grill. Wystawiam łeb przez okno i krzyczę, że idę. Ludki są dwa, butelki 24 ,jedna torba z czarnym brykietem i martwe części kurczaka w zielonym opakowaniu z nieświeżością okrytą koszulką przypraw.I jest mi dziwnie. Tak na środku, na tej sterylności, brudny grill, czarne latawce ze spalonych gazet i te głowy wychylające się z okien apartamentów. Gwałcimy im nosy dymem i tą czystość naznaczamy czarną smugą. I wisimy nad grillem jak nad kołyską, troskliwie i z obawą czy to normalne,że po godzinie wpalania brykiet pozostaje w nienaruszonej formie. Zimny drań!Dajemy kurczakowi drugie krótkie życie-nóżki krokiem spacerowym,trzepocące skrzydła i dumnie wypięte piersi lądują w piekarniku. Wokół ognia klaruje się dialog:
blagier 2007-08-23 00:59:22- "Musimy być cicho bo Cipcia śpi" - "Mogę skorzystać z toalety?" "Cipcia" przychodzi i obwieszcza wszem i wobec swoją nieśmiałość.Zalewa się czerwienią wiśni na twarzy. Władca Cipci zaczyna jej historię - brązowej medalistki tańca nowoczesnego i zmusza ją do projekcji serii filmików jego autorstwa z turnieju gdzieś tam w Europie. Wszystko nieostre,kręcone z ostatnich rzędów. Oglądam małe zsynchronizowane mrówki w techno-transie.I na pytanie "Widzisz ją?" odpowiadam twierdząco, choć równie dobrze mógłby tam tańczyć Gandhi albo tresowany lew.I już nie mogę tam siedzieć.Chce być w piekarniku by przyspieszyć proces pieczenia.Zjeść tam w środku,podziękować za gościnę i wiać. Ale nie! Przy którejś przelatującej świstem "kurwie" podany na talerzu kurczak ratuje ich przed rzuceniem sie im do gardeł tępymi zębami.Szczęśliwcy.Wpadam do swojego apartamentu. Dzięki kobietom siedzącym na czarnej kanapie odnajduje Sens. A przez cała noc wije sie w łóżku, w brzuchu wiją mi się kurczaki - małe dzióbki walą mi po żołądku...... Rano mimo wszytko decyduje się wyjść do pracy...bohatersko:-) Liczę tygodnie do spotkania z Kochanym Chłopakiem. Czarne chmury nad jego głową... Ja jestem pewny siebie z nim.Każdą nierówność w biografii, przeszłości razem wygładzimy i będziemy trzymać te niebezpieczne okazy za szybą...I ręka w rękę z tymi naszymi motylami będziemy szli I szli I szli............;Albo trochę posiedzimy przed telewizorem. skomentuj (1) |
FOTO blagier gadzi numer 2870613 znajomi pokoik anonim lemonek |